poniedziałek, 13 maja 2013

Wstążki z mascarpone, cytryną i szczawikiem zajęczym


Czytelniczka Agata zapytała mnie ostatnio na fejbukowym profilu, czy próbowałam kiedyś szczawik zajęczy. Naturalnie! Odkąd tylko sięgam pamięcią, moje pierwsze po zimie wycieczki do lasu zawsze zaczynały się od szukania kwitnących na niebiesko przylaszczek, białych zawilców i skubania świeżutkiego, zielonego szczawiku zajęczego. Jego kwaskowaty smak na języku, tak jak smak pierwszych nowalijek prosto z grządki, zapowiadał rozpoczynającą się wiosenno-letnią zieloną ucztę, bogactwo smaków i witamin z ogrodu, lasu i łąki.

Szczawik zajęczy bez trudu znajdziecie w lesie już wczesną wiosną. Niepozorny, przypomina bardzo trójlistną koniczynę na długich, różowych łodyżkach. Listki szczawiku, tak jak liście jego kuzyna - szczawiu polnego, są przyjemnie kwaskowate w smaku, za sprawą posiadanego w sobie kwasu szczawiowego i masy witaminy C, dzięki czemu mogą być świetnym dodatkiem do zup, sałatek lub np. twarożku. Do tego subtelne, jasnozielone (ciemnieją wraz z wiekiem aż do koloru rdzawo-czerwonego) z różową nóżką, wyglądają tak dekoracyjnie, że ich dodatek nawet proste i banalne danie zamienia w wytworne i eleganckie.  Przykładem jest mój prosty makaron z sosem mascarpone i cytrynową nutą, podkreśloną listkami szczawiku zajęczego - całość bardzo smaczna i lekka, w sam raz na nadchodzące (mam nadzieję szybko ;)) ciepłe dni.


Wstążki z mascarpone, cytryną i szczawikiem zajęczym:

300 g makaronu tagliatelle,
250 g serka mascarpone,
1 cytryna,
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej,
duża garść szczawiku zajęczego,
sól,
świeżo zmielony pieprz

Makaron ugotować w dobrze osolonej wodzie. Odcedzić, zostawiając mniej więcej 1/2 szklanki wody, w której makaron gotował się. Przełożyć z powrotem do garnka.

W międzyczasie wymieszać mascarpone z otartą skórką z cytryny i 3 łyżkami wyciśniętego z niej soku. Dodać gałkę muszkatołową oraz przyprawić do smaku solą i pieprzem. Rozrzedzić sos, dodając trochę wody, w której gotował się makaron.

Gorący makaron wymieszać z cytrynowym sosem mascarpone. Tuż przed podaniem dodać szczawik zajęczy i wszystko jeszcze raz wymieszać. Wyłożyć na talerze, dekorując dodatkowymi listkami szczawiku, pieprzem i skórką cytrynową. Podawać natychmiast.






niedziela, 5 maja 2013

Fiołkowa pavlova z truskawkami


Kiedy na moim ogrodowym, liliowym dywanie na miejscu fiołków spotykam coraz częściej wystawiające swoje fioletowe języki do słońca kwiatki bluszczyka kurdybanka, to znak, że sezon fiołkowy ma się ku końcowi. Bluszczyk, mimo że też jadalny, to dużo bardziej zadziorny w smaku i ze swoją goryczką trafiający tylko do wytrawnych wielbicieli przysmaków z łąki, dlatego nie zastąpi mi niestety słodkich fiołków, z którymi w tym roku żegnam się pavlovą.

Gdyby fiołki spóźniały się jeszcze bardziej lub truskawki dojrzewały znacznie wcześniej, co sezon spotykałby się najwdzięczniejsze dary wiosny. Tymczasem na nasze rodzime truskawki poczekamy jeszcze przynajmniej miesiąc (te na zdjęciach są "przyjezdne"), ale wprost nie mogłam oprzeć się pokusie doprowadzenia do tego rozkosznego spotkania :) Bezę z fiołkami pożeniłam już kiedyś w fiołkowych bezikach i mariaż okazał się tak udany, że tym razem postanowiłam powtórzyć to w okazałej pavlovej. Fiołki w bezie i fiołki na kremie, do tego truskawki - czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy wiosna to najpiękniejsza pora roku? :)


Fiołkowa pavlova z truskawkami:

beza fiołkowa -
5 białek,
szczypta soli,
225 g drobnego cukru,
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej,
1 łyżeczka białego octu winnego,
1/2 szklanki płatków fiołków

krem -
150 ml śmietanki kremowej,
100 g mascarpone,
1 łyżka cukru pudru (opcjonalnie),

400 g truskawek,
garść świeżych fiołków

Białka z solą ubić na gęstą pianę. Dalej ubijając, dodawać stopniowo cukier. Kiedy masa będzie sztywna i lśniąca, dodać mąkę ziemniaczaną i ocet i delikatnie wymieszać. Na końcu delikatnie wmieszać płatki fiołków.

Płaską blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Na środku narysować okrąg o średnicy 23 cm. Rozłożyć na nim masę bezową, tak aby powstał kopczyk. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Wstawić bezę, po czym natychmiast zmniejszyć temperaturę pieczenia do 140 stopni. Piec godzinę. Upieczoną bezę zostawić z piekarniku z lekko uchylonymi drzwiczkami do całkowitego ostygnięcia.

Śmietankę z cukrem ubić na krem. Ubijając na małych obrotach dodać w dwóch partiach serek mascarpone i mieszać chwilę, aż składniki połączą się. Krem wyłożyć na wierzch wystudzonej i przełożonej na paterę bezy i ozdobić pokrojonymi na połówki/ćwiartki truskawkami. Przed podaniem posypać deser świeżymi fiołkami.

zdjęcie zrobione telefonem Nokia 808 Pure View





niedziela, 28 kwietnia 2013

Sernik fiołkowy


Kiedy w tamtej wiosny upiekłam fiołkowy tort, w głowie miałam już myśl, że za rok będzie sernik. Nie ciężki, twarogowy, ale lekki i bardzo kremowy z puszystego, śmietankowego serka, z ekstraktem z fiołkowych płatków, gotowanych w słodkim winie. Śnieżnobiały, lśniący wierzch, to nałożona pod koniec pieczenia i ścięta pod wpływem ciepła polewa z kwaśnej śmietany z dodatkiem cukru pudru. Jeszcze tylko garść świeżych, pachnących fiołków do dekoracji wieńczącej dzieło. A za rok będzie.... ;)



Sernik fiołkowy:

spód - 
100 g herbatników,
3 łyżki stopionego masła

masa sernikowa -
700 g serka śmietankowego,
4 duże jajka,
1/2 szklanki cukru,
2 łyżki mąki ziemniaczanej,
1 szklanka słodkiego białego wina,
1/2 szklanki płatków fiołków

polewa - 
1 szklanka kwaśnej śmietany,
2 łyżki cukru pudru,
garść świeżych, całych fiołków do dekoracji

W małym rondlu wymieszać wino i płatki fiołków. Zagotować, po czym gotować na małym rondlu, aż płyn zredukuje się (przynajmniej o połowę) i uzyska konsystencję marmolady. Ostudzić.

Herbatniki zmielić i wymieszać ze stopionym masłem. Dno tortownicy o średnicy 21 cm wyłożyć pergaminem i ułożyć spód z herbatników. Schłodzić.

Rozgrzać piekarnik do 160 stopni.
Serek śmietankowy zmiksować z cukrem. Dodawać po jednym jajku, za każdym razem chwilę miksując. Na koniec dodać mąkę ziemniaczaną i winny, fiołkowy wywar razem z płatkami. Wszystko wymieszać raz jeszcze. Masę sernikową wylać na schłodzony spód z herbatników. Piec godzinę. Wyjąć z piekarnika na 30 minut (sernik nie rośnie, więc nie obawiajcie się, że opadnie :)). W tym czasie wymieszać kwaśną śmietanę z cukrem i rozsmarować na serniku. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 5 minut, aby polewać ścięła się. Po upieczeniu i ostudzeniu, chłodzić kilka godzin w lodówce. Przed podaniem udekorować świeżymi kwiatkami fiołka.






piątek, 26 kwietnia 2013

Lizaki fiołkowe


Moje tegoroczne zabawy z fiołkami zaczynam od lizaków :) Znudziły mi się już trochę fiołkowe przetwory, a zamiast nich, zachęcona fiołkowym tortem z poprzedniego sezonu, w tym postanowiłam pobawić się w kwiatowego cukiernika. A cóż słodszego może być od maleńkich, fiołkowych kwiatków, zatopionych w cukrowym syropie? :)

Nie są to pierwsze lizaki, które robiłam domowym sposobem. Z lat dziecinnych pamiętam lizaki, które z moją niewielką, ale jednak, pomocą, robiła (ku mojej wielkiej uciesze) mama. Pamiętam też lizaki (i kolorowe landrynki wielkości kropel rosy :)), które produkowałyśmy razem z Dziuunią, podczas szalonych wakacji z zestawem doświadczalno-edukacyjnym Młody Chemik :) A kiedy natknęłam się w sieci na cukrowe witrażyki z zatopionymi w nich ziołami i kwiatami, nie mogłam już myśleć o niczym innym, jak o uwięzieniu w podobny sposób świeżych, wiosennych fiołków. Zależało mi na przezroczystej szybce lizaków, aby widoczny był kolor kwiatów, więc wybrałam prosty przepis na bazie cukru i winianu potasu (dodatek syropów - kukurydzianego lub złotego, z marszu zabarwia na odcień żółtego lub pomarańczowego). Część masy zabarwiłam, nie do końca uzyskując kolor, o który mi chodziło, ale zachęcam do eksperymentów z kolorami, ponieważ można osiągnąć ciekawe efekty. Przy produkcji lizaków domowym sposobem bardzo przydaje się termometr cukierniczy lub kuchenny, ale można obejść się i bez niego, polegając na teście kruchości, który opisałam niżej.


Lizaki z fiołkami:

250 g cukru,
100 ml wody,
1/2 łyżeczki winianu potasu (cream of tartar),
1 łyżeczka soku z cytryny,
barwnik spożywczy lub np. sok z buraka
garść świeżych fiołków,
patyczki do lizaków lub szaszłyków

Cukier wymieszać z wodą i winianem potasu w rondlu o grubym dnie. Podgrzewać, mieszając od czasu do czasu, aż cukier rozpuści się. Gotować na średnim ogniu , kontrolując temperaturę termometrem cukierniczym/kuchennym. Przygotować miskę z zimną wodą. Kiedy temperatura syropu przekroczy 100 stopni C, najlepiej sprawdzać konsystencję, wrzucając łyżką do miski z wodą odrobinę syropu. Kiedy syrop natychmiast zastygnie i jest kruchy (łamie się pod palcami), nie klejący - mieszanina jest gotowa. Odstawić rondel z ognia, dodać sok z cytryny i kilka kropel barwnika/soku z buraków, jeżeli chcemy uzyskać kolorowe lizaki.
Arkusz papieru do pieczenia rozłożyć na blasze do pieczenia lub zimnym blacie i posmarować cienką warstwą oleju. Lekko przestudzony syrop wylewać łyżką na papier, formując kółka. Przyłożyć do każdego z nich patyczek do lizaków/długą wykałaczkę, wtapiając w syrop. Na każdym kółku położyć kilka kwiatków fiołka, przodem do dołu. Na wierzch rozsmarować jeszcze odrobinę syropu, zatapiając w nim całkowicie fiołki. Odstawić do całkowitego zastygnięcia.






niedziela, 21 kwietnia 2013

Już są! :)


Myślałam, że tegoroczne anomalie pogodowe całkowicie zniweczą ich pojawienie się tej wiosny. Ostatni, bardzo ciepły tydzień sprawił jednak, że zaczęły wychylać fiołkowe główki z trawy, najpierw pojedynczo, później całymi kępkami. Jest ich mniej niż w latach ubiegłych, ale ważne że są! :) W ciągu najbliższych dni czeka mnie fiołkobranie, a w związku z tym mogę Was już zaprosić na tydzień (albo dłużej, kto wie?) fiołkowych uciech :)

wszystkie zdjęcia zrobione telefonem Nokia 808 Pure View




niedziela, 14 kwietnia 2013

Suflet czekoladowy


W ostatni piątek kulinarny i nie tylko kulinarny świat świętował Dzień Czekolady. Nie zarejestrowałabym pewnie nawet tego faktu (żyłam w przekonaniu, że Dzień Czekolady obchodzony jest jesienią!), gdyby nie ogromna paczka z Lidla w prezencie z tej okazji, wypełniona po brzegi czekoladami Fin Carré. Marka posiada certyfikat UTZ, za którym kryje się bardzo przyzwoita jakość w bardzo przyzwoitej cenie oraz gwarancja, że kakao użyte do produkcji pochodzi z odpowiedzialnych upraw, na których zyskują lokalne społeczności. Tak trzymać! :)

Dzień Czekolady pewnie minąłby bez echa również dlatego, że nie jestem czekoladoholiczką. Czekoladę przyjmuję w małych ilościach, okazjonalnie i na zasadzie delektowania się bardziej niż codziennego niezbędnika lub pocieszyciela w gorszych chwilach. Lubię kostkę dobrej czekolady od czasu do czasu, lubię rozpływającą się w ustach czekoladową pralinkę, lubię prawdziwe, czekoladowe polewy na cieście, czy kawałek dobrej, wilgotnej, czekoladowej babki. Mam też słabość do czekoladowego sufletu. Od lat piekę go z tego samego, sprawdzonego przepisu z serii Le Cordon Bleu. Zawsze pięknie wyrasta, jest lekki jak mgiełka i pyszny, nawet kiedy zdąży już lekko opaść i ostygnąć. Jeżeli macie ochotę na totalny czekoladowy odlot, wystarczy delikatnie przebić skórkę upieczonego sufletu łyżeczką i wlać do środka trochę wiśniówki lub czekoladowego likieru...


Suflet czekoladowy:

50 g ciemnej czekolady, grubo posiekanej,
250 ml mleka,
60 g masła,
3 łyżki mąki,
4 jajka,
2,5 łyżki drobnego cukru,
1 łyżka kakao,
szczypta soli,
cukier puder

Mleko podgrzać prawie do wrzenia, zalać nim czekoladę i mieszać, aż całkowicie się rozpuści.
W rondelku stopić masło, dodać mąkę. Gotować na małym ogniu przez minutę. Ciągle gotując, wlewać stopniowo czekoladowe mleko, mieszając drewnianą łyżką. Doprowadzić do wrzenia i zdjąć z ognia (powstanie coś w rodzaju gęstego budyniu). Odstawić do całkowitego wystygnięcia.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Cztery duże lub sześć małych kokilek do sufletów wysmarować masłem i wstawić do lodówki, aby masło stwardniało. Posmarować raz jeszcze i każdą foremkę oprószyć cukrem pudrem.

Żółtka oddzielić od białek. Żółtka dodać do wystudzonej masy czekoladowej i dobrze wymieszać.
Białka ubić z solą, aż z piany będzie można formować miękkie, spiczaste "górki". Dodać cukier i ubijać jeszcze przez chwilę. Na końcu dodać przesiane kakao i wmieszać do piany.
1/3 piany dodać do masy czekoladowej i delikatnie wymieszać, aż składniki połączą się. Z taki sam sposób wymieszać resztę piany.

Masą napełnić kokilki do pełna i wyrównać wierzch płaskim nożem. Posypać po wierzchu cukrem pudrem, a w środku zrobić palcem głęboki dołek, dzięki czeku suflet będzie równo rósł.
Piec 15-20 minut, aż suflety urosną, a na wierzchu uformuje się cienka skorupka. Upieczone posypać przesianym cukrem pudrem i natychmiast podawać.

zdjęcie zrobione telefonem Nokia 808 Pure View





niedziela, 7 kwietnia 2013

Myślę sobie że ta zima kiedyś musi minąć...


Zazieleni się, urośnie kilka drzew...

Wystarczyło kilka cieplejszych promieni słońca, a w ogrodzie pojawiły się pierwsze, prawdziwe oznaki wiosny :) W tamtym roku, o tej samej porze, zbierałam już pierwsze fiołki, w tym - obserwuję nieśmiało przedzierające się przez śnieg pierwsze stokrotki i krokusy, z nadzieją, że może w końcu wiosna buchnie majem.

wszystkie zdjęcia zrobione telefonem Nokia 808 Pure View





  © Blogger template 'Morning Drink' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP